• 0 Vote(s) - 0 Average
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5


Pi*przyć ten cały perfekcjonizm ;)
#1
Cześć, w dzisiejszej pogadance zmierzę się ze swoją własną traumą,
czyli z perfekcjonizmem. Z perspektywy czasu ocenię co dał, co zabrał mi on
i w jaką stronę teraz zamierzam pójść.


perfekcjonizm jest życiem w przekonaniu, że jedynie kiedy coś się osiągnie można poczuć się szczęśliwym
jeśli już coś osiągniemy to szczęście trwa jedynie chwile
i potrzebujemy nowych bodźców
Jest to taka niekończąca się podróż. zawszed jesteśmy niewystarczająco dobrze

Trwa to do momentu kiedy wyzwanie jest zwyczajnie za duze dla nas. Wtedy załamujemy ręce i po nieudolnej walce
chwytamy się nowych wyzwań z myślą, że może teraz będzie lepiej. Ale nie jest, nigdy.
I ten bieg nigdy się nie kończy.

 


A w sumie to.. pi*przyć ten cały perfekcjonizm i dążenie do doskonałości.
Co mi to tak właściwie dało, co zmieniło się w moim życiu na lepsze przez to, że cały czas dążyłem do perfekcji?
Każdy projekt umierał, nawet, kiedy wkładałem cały swój wysiłek i cała swoją energię w jego powstanie.

Nie widziałem żadnych postępów i usilne próby wypełnienia tej pustki niewiele mi pomagały.
Tworząc w takim stanie czułem jedynie, że jestem za głupi by ukończyć swoją pracę. Czułem, że projekt jak stał w miejscu, tak stoi nadal, pomimo zmian, jakie w nim wprowadzam - a ostateczny cel tylko ciągle się oddala.
Cel zawsze był za daleko, abym mógł do niego sięgnąć, abym mógł się do choćby do niego zbliżyć.

Tylko dodawałem nowe kawałki do układanki, zamiast ułożyć te puzzle, które już mam 
Perfekcjonizm polegający na udoskonalaniu czegoś, sam w sobie nie jest niczym złym. Ale bardzo łatwo w tym wszystkim się zatracić.
W moim przypadku była to niekończąca pogoń za królikiem, która nie dawała żadnej, długotrwałej satysfakcji. Musiałem brnąć w to jeszcze bardziej, by widzieć jakiekolwiek efekty i sens w tym wszystkim.
Tylko to dawało mi krótkotrwałą satysfakcje - "napracowałem się i trzymam teraz w garści to, co zrobiłem"



Owszem, bywały zrywy, kiedy poświęcałem całą swoją energię na zrobienie dużej rzeczy,
i to przeważnie wychodziło, choć nie czułem przy tym żadnej satysfakcji.
I tak przez lata żyłem w przekonaniu, że jestem po prostu za głupi, aby sobie poradzić z  jakąkolwiek trudniejszą rzeczą czy projektem.
Albo nie dość mocno się staram by to zrobić. Siedziałem więc, nieraz całymi dniami i starałem się z całych sił, aby coś ukończył.

Jeśli straciłem już całą wolę walki w jednym, przerzucałem się na drugie, 
w myśl "że być można z nową rzeczą pójdzie mi lepiej"
no i. nie poszło. Wszystko, co stworzyłem się w końcu wszystko co zrobiłem się naturalnie rozpadło.
Tak powstawało całe the battle of ore. Na zrywach, nie sumiennej pracy. Nie na przyjemności, ale na gonitwie.


Tyle ze złych cech mojego perfekcjonizmu.
Dobre? 

Może to, że potrafiłem szerzej spojrzeć na jakiś projekt. Wiedziałem jak będzie
wyglądać np, kiedy już go ukończę. Albo jak zbiorę fundusze, na jego realizacje..
a dość ciekawy temat. Wpadliśmy bowiem z Midasem z tej beznadziei w taki obłęd, że wręcz próbowaliśmy
założyć Kickstarera, aby ktoś wsparł finansowo nasz projekt, żebyśmy nie musieli tyle pracować.
Pomysł na szczęście nie wypalił.

Były też ambitne zrywy, kiedy chciałem bardziej rozwijać projekt. I owszem, wytrwała praca
i koncentracja na celu jest jak najbardziej w porządku. Tyle tylko, że trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć stop.

"Hej, chcę w końcu pograć w tą naszą grę." Albo, "może warto by było w końcu komuś pokazać, sami nigdzie nie zajdziemy" 
Cokolwiek, aby ruszyć z miejsca, coś by wyrwać się z niekończącej pracy, wystarczyłoby.
Ale tego nie było.
Były za to nowe projekty, kiedy jeden nie mógł wypalić.


Syndrom Próby Bogów 
Nazwę to tak, żeby każdy z forumowiczów mógł wyobrazić sobie o co chodzi.
Jest to ciągłe przekładanie daty premiery, oraz realizacji części projektu, żeby tylko
jeszcze bardziej ją dopracować - w rzeczywistości zagrzebując się w obowiązkach jeszcze
bardziej i nie potrafiąc ogarnąć całego bezładu jaki się stworzyło.
Skoro Próba nie wyszła, to próbowałem z innymi projektami. I tak tworzyłem koncepty.
Skoro The battle of ore nie wyszło (a nie miałem innych projektów) to tworzyłem mapy, 
zbierałem modele - nie potrafiąc poradzić sobie z żadnym elementem.

Co dało to? Sami widzieliście, same rozczarowania. Mimo że pomysł był
"super genialny, fantastyczny" to kończył się w mojej głowie.
 
tyle z genezy problemu.




Niedawno postanowiłem zmienić rozumowanie i zacząć cieszyć się z małych rzeczy. Z małych drobnostek. które paradoksalnie, choć nie są niczym wielkim to cieszą znacznie bardziej.
Poszerzają świadomie horyzonty i pomagają, w kontrolowanym tempie spoglądać dalej. 
Nie miałem tego, nie widziałem tego, kiedy kierował mną perfekcjonizm.

Zacząłem próbować odwrócić myśl "zaakceptuje swój projekt, kiedy skończę" na
"JUŻ jest dobrze. Owszem, może być lepiej, ale obecna JUŻ jest wystarczająca".
Nie chodzi o to, aby egoistycznie udawać, że to co jest kiepskie - jest cudowne,
ale aby cieszyć się z każdego osiągnięcia. Żyć tym. Żyć tą pracą i tą drogą którą się pokonuje.


Dziś z perspektywy czasu uważam, że byłem zaszczuty przez wiele lat, przez samego siebie
i przez swój perfekcjonizm, który trzymał mnie w ryzach. To co miało popchnąć mnie do przodu, trzymało mnie 
na uwięzi, ponieważ nie potrafiłem z tym skończyć i pokazać swoich efektów innym osobą.

Teraz wychodzę z tego i zaczynam budować na nowych fundamentach. Dzisiaj liczy się dla mnie bardziej to co jest tu i teraz.
Chcę, aby moje projekty był wykonane świetnie, aby wszyscy mieli grając w nie satysfakcje,
ale to nie jest już priorytet. JA najpierw muszę być zadowolony z projektu, w każdej formie - i wtedy inni będą z ostatecznej.

Dużo też uświadomił mi Axator - któremu jestem za to wdzięczny.
Co prawda nie zmieniłem się jeszcze całkiem, nadal gdzieś to we mnie siedzi
ale zauważam to i uświadamiam sobie - jaki ma to na mnie wpływ.
Wymyśliłem nawet sposób rekonwalescenci, od perfekcjonizmu.

Paradoksalnie Zacznę tworzyć Dodatkowy Projekt 
Wiem, jak to brzmi, ale tak - to jest wyjście.

Projekt, 
  • którego nie będę zapowiadał
  • na którego nie będę miał parcia
  • który może być prosty
  • który będzie krótki

Pokaże sobie, że się da. Da się zrobić coś, i mieć z tego fun.
Stworzę maleńki projekt, z Dawidem - i potem z czasem będziemy go sobie
rozwijać.
Myślę nawet że zmianami mogę dzielić się na forum

Projekt oczywiście wolny będzie od wszelkich opinii. Będzie to gierka,
stworzona z myślą o mojej przyjemności. Wolna od "ambicji" "wymagań"
"systemów" i wszystkiego czego nie potrafię,
a chce tak bardzo sobie wmówić, że tak nie jest.

Wydam demo Próby i odstawie projekt do momentu, kiedy nie będę na niego
naprawdę gotowy.

Ciesze się, że to z siebie wyrzuciłem. Zaczynam budować na nowych fundamentach.
Pieprzyć ten cały perfekcjonizm! Oczko życie nie jest warte tego, 
aby zamęczać się każdą błahostką. Zamiast "zdobywać szczyty teraz"
wolę najpierw zamienić modowanie na pasje i później połasić się najpierw o jakiś pagórek. 
hahah
POZDRO Oczko
wakacje.
Find
Reply }}}
Podziękowanie od:
#2
(13.07.2019, 19:14)Martinez Wrote: innym osobą.
osobom*
Find
Reply }}}
Podziękowanie od:
#3
dzięx kocham was
Find
Reply }}}
Podziękowanie od:

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  




Users browsing this thread:
1 Guest(s)

Silnik forum - © MyBB - Styl forum - iAndrew, grafika - Kithraya, Midas, Bezifabr, Blizzard Entertainment
   
O NAS
Goblin Factory to założone w grudniu 2013 roku forum moderów Warcraft 3 wspólnym wysiłkiem dwóch osób - Scaraba, i WrathaAmona. Celem ich było stworzenie czegoś na wzór starego arcane.pl - miejsca, w którym osoby które wciąż tworzą coś do Warcrafta mogą się spotkać, porozmawiać, zaprezentować swoje dzieła, zapytać o rozwiązanie różnych problemów itd. 22 czerwca 2014 roku Goblin Factory został przeniesiony na nowy silnik, i nowy hosting, a obecnie jest już największym i najpopularniejszym polskim forum dotyczącym Warcrafta 3.